Marek Jurkiewicz, 2010-04-22
Jak informuje “Express Ilustrowany”, Mirosław Jerzmanowski został odwołany z finkcji prezesa spółki miejskiej “Zakład Drogownictwa i Inżynierii”. Zastąpił go Zbigniew Skowroński, dotychczasowy szef Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego.
Jerzmanowski zasłynął przede wszystkim trwonieniem publicznych pieniędzy na luksusowe alkohole. Zapytany przez dziennikarza, po co spółce miejskiej zakup alkoholu, odpowiedział, że “To jest tajemnica handlowa spółki”
Kategorie: News, Spółki miejskie
Tagi: drogi, ZDiI
Marek Jurkiewicz, 2010-02-03
Zima nie ustępuje, codziennie dostarczając nam nowych porcji śniegu. Służby miejskie i firmy, które wygrały przetargi nie nadążają z odśnieżaniem, dlatego też poszukują pomocy, ale… tylko wśród osób niepełnosprawnych.
W związku z niedoborem rąk do pracy, w urzędach pracy pojawiła się zwiększona liczba ogłoszeń adresowanych do osób zainteresowanych pracą przy usuwaniu śniegu. Bartłomiej Dana z łódzkiej “Gazety Wyborczej” skontaktował się z Powiatowym Urzędem Pracy nr 2 w Łodzi, gdzie dowiedział się, że rzeczywiście, ogłoszeń jest sporo, chociaż dotyczą wyłącznie “machania łopatą”. W takiej pracy nie ma oczywiście nic złego i jeśli jest w miarę dobrze płatna, to na pewno chętnych byłoby sporo. I tu pojawia się problem - niestety, jest to oferta adresowana wyłącznie do osób niepełnosprawnych. Na pytanie, czy to oznacza, że osoba pełnosprawna, nie może pomóc w odśnieżaniu miasta, urzędniczka odpowiedziała: “Nie na etacie. Tylko na własną rękę.”
Można się domyślić i zrozumieć, że w Polsce o zatrudnieniu bardzo często decydują względy tzw. “ZUS-owskie”, ale ciężka praca fizyczna tylko dla inwalidów to jeden z naszych, typowo polskich absurdów. Zwłaszcza że osoba pełnosprawna nie może liczyć nawet na zatrudnienie za niższą stawkę, po uwzględnieniu różnicy kosztów pracy.
Źródło: Za zwały śniegu w mieście odpowiedzialni są… inwalidzi
Kategorie: Absurdy, Odśnieżanie
Tagi: drogi, niepełnosprawni, praca, zima
Marek Jurkiewicz, 2010-01-26
Na łódzkich ulicach przybywa dziur, a łatać ich nie ma kto. Wygasły bowiem kontrakty na remonty, a przetargów na nowe ZDiT nawet nie rozpisał. Dlaczego? Jak pisze “Dziennik Łódzki”, dzieje się tak dlatego, że grupa urzędników próbuje ustanowić dla wyłaniania wykonawców robót pośrednika w postaci Zakładu Drogownictwa i Inżynierii, który - mówiąc w uproszczeniu - bierze wszystkie prace bez przetargu i w razie potrzeby wyłania podwykonawców. Spółka za pośrednictwo wzbogacałaby się kosztem miasta o, jak to sformułowano, “rozsądny zysk”.
W miniony czwartek, pełniący obowiązki dyrektora ZDiT (przyszedł z Zakładu Drogownictwa!), przedłożył urzędującej jeszcze wówczas wiceprezydent Marii Maciaszczyk “Zasady wykonywania powierzonych zadań przez ZDiI (…) oraz zasady rozliczeń finansowych pomiędzy Miastem Łódź a ZDiI”. Pani wiceprezydent dokument podpisała. Teraz decyzja należy do rady miejskiej.
Przypomnijmy może - prezes ZDiI zasłynął z tego, że za pieniądze spółki, a więc podatników, kupuje drogie alkohole, a na pytanie dziennikarza, do czego służy spółce alkohol, odpowiedział, że: “To jest tajemnica handlowa spółki”. A przed rokiem w ZDiI wybuchła afera związana z wystawianiem przez spółkę lewych faktur (tzn. za roboty, które nie zostały wykonane).
Kategorie: Remonty, Spółki miejskie
Tagi: drogi, przetargi, ZDiI, ZDiT
Marek Jurkiewicz, 2009-12-09
Łódź, podobnie jak w wiele innych miast, ma problem z gołębiami. Gołębie, jak wiadomo, przenoszą różne choroby, w tym ptasią grypę (obecnie jakby trochę zapomnianą, w cieniu świńskiej), jak również zapaskudzają swoimi odchodami okolice, w których przebywają.
Władze miasta i spółek miejskich próbowały sobie radzić na różne sposoby. Najpierw odtwarzano z taśmy odgłosy wydawane przez jastrzębie i sowy - gołębie na początku się bały, ale stopniowo się przyzwyczaiły. Jak pisał “Dziennik Łódzki” w czerwcu 2007, po pewnym czasie taśmę trzeba było zmienić na “nowy miks wrzasków i pohukiwań”.
Następnie przyszedł czas na smarowanie wiat autobusowych “specjalnym amerykańskim żelem”, który okazał się jednak nieskuteczny. Później były metody drastyczne, czyli pułapki w postaci kolców. A już latem bieżącego roku, w regulaminie zachowania czystości przewidziano kary za dokarmianie ptaków. Mieszkańcy Łodzi nic sobie z tego jednak nie robią i karmią jak dawniej, prawdopodobnie dlatego, że dla “ludzi miasta” jest to jakiś substytut hodowli drobiu.
Ostatnio zdecydowano się wykorzystać pomysł cieszący się poparciem ornitologów. Jak donosi łódzka Gazeta Wyborcza, miasto sfinansuje karmienie gołębi o regularnych porach, a do karmy dodawane będą środki antykoncepcyjne, tak aby przynajmniej spowolnić zwiększanie się populacji. Czy będzie to skuteczne? Jak mówi pani wicedyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej UMŁ (cytuję za Gazetą): “Ten sposób od wielu lat z powodzeniem stosowany jest w Wenecji, mieście, w którym gołębie są jednym z głównych problemów”. Cóż - skoro od wielu lat, to chyba jednak nie poskutkowało. W każdym razie jedno jest pewne: żeby było czyściej, trzeba częściej sprzątać. Nie tylko po gołębiach.
Kategorie: Czystość, Media, Zwierzęta
Tagi: gołębie, MPK, ptaki, UMŁ, WGK