Marek Jurkiewicz, 2009-12-07
Jak pisze Agnieszka Magnuszewska w Dzienniku Łódzkim, na łódzkich drogach ciągle panuje chaos.
Tabliczki wskazujące objazd zamkniętego od wtorku skrzyżowania ul. Kilińskiego i Milionowej prowadzą do ul. Tymienieckiego. Problem w tym, że jeden pas na tej ulicy zajmują roboty kanalizacyjne, a drugi drogowe.
To że MPK zamknęło skrzyżowanie ul. Kilińskiego i Milionowej zaskoczyło drogowców i wodociągowców, bo na poprzedzającym je spotkaniu koordynacyjnym nie padł nawet cień informacji, że ulica będzie zamknięta. - Objazd zaakceptował Zarząd Dróg i Transportu. Fakt, że dwa miesiące wcześniej. Ale roboty pozwolono nam rozpocząć dopiero teraz - tłumaczy Marcin Małek z MPK.
Całość artykułu dostępna tu:
Urzędnicy od łódzkich dróg nie radzą sobie z chaosem, Dziennik Łódzki, 5.12.2009
Kategorie: Media, Remonty
Tagi: chaos, drogi, Kilińskiego, Milionowa, MPK, rozkopane, Tymienieckiego, wodociągi, ZDiT, ZWiK
Marek Jurkiewicz, 2009-11-29
Nie przypuszczałem, że do sprawy marno-trawników wrócę tak szybko, ale wróciłem właśnie z ulicy Lipowej, gdzie zastałem kolejny przykład polityki antytrawnikowej miasta.
Zacznę od tego, że na ulicy Lipowej, podobnie jak na wielu innych ulicach w naszym mieście, nie uchowały się trawniki. Tam, gdzie dawniej była trawa, teraz są tylko klepiska służące do celów parkingowych lub jako psia ubikacja. Ten problem poruszyła m.in. inicjatywa “Lipowa odNowa” podczas happeningu “Trawa na miejscu czy na wynos”, zorganizowanego we wrześniu wspólnie z pracownią Moomooo Architects. Wśród trawników jest jednak jeden wyjątek - trawnik w pobliżu dawnego skweru przy ulicy Andrzeja Struga. Zasiano trawę, zasadzono drzewka, a następnie trawnik został z inicjatywy - jak się dzisiaj dowiedziałem - właściciela terenu ogrodzony siatką, by ochronić enklawę zieleni przez rozdeptaniem/rozjechaniem.
Tymczasem Lipowa została rozkopana, w związku z pracami wodociągowymi. Oczywiście nie bez szkody dla trawnika. Co prawda nie rozjechano go ciężkimi maszynami, tak jak to miało miejsce na Kamińskiego, ale postanowiono usypać “kopiec”, który częściowo zasypał trawnik, niszcząc przy tym ogrodzenie. Reszta kopca znajduje się na chodniku, utrudniając pieszym przejście.
Kategorie: News, Zieleń
Tagi: Lipowa, rozkopane, słupki, trawnik, wodociągi, ZDiT, ZWiK, ŁSI
Marek Jurkiewicz, 2009-11-25
Zbliża się zima, zresztą jej pierwszy atak mieliśmy już półtora miesiąca temu. Tymczasem ciągle jeszcze nie wyłoniono firm, które miałyby odśnieżać łódzkie ulice. Przetarg na zimowe utrzymanie dróg, rozpisany na początku września, wciąż się przedłuża, ale wszystko wskazuje na to, że już wkrótce poznamy zwycięzców. Jak na razie wiadomo jedno - w żadnym rejonie nie wygra Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, które złożyło ZDiT ofertę wyjątkowo nieatrakcyjną cenowo. Jak pisze Express Ilustrowany, powołując się na pracowników MPO, stało się tak dlatego, że ze spółki zwolniona została niedawno jedyna osoba, która znała się na przygotowywaniu ofert przetargowych.
Co ciekawe, przetarg opiewa na kwotę 22 mln zł, podczas gdy w ubiegłym roku na odśnieżanie przeznaczono 35 milionów. Widocznie z prognoz pogody sporządzonych dla Zarządu Dróg wynika, że zima będzie łagodna. Poza tym odśnieżanie dotyczy wyłącznie jezdni, chodników już nie.
W ubiegłym roku, żeby uniknąć odśnieżania, próbowano odstraszyć zimę. W tym celu przed halą sportową przy ul. Skorupki zgromadzono sprzęt, jakim dysponują spółki wynajęte do odśnieżania. Obecność była obowiązkowa - uczestnictwo w zbiorowej inspekcji potraktowano jako wyjazd interwencyjny. Najwidoczniej “arsenał” okazał się skromny, bo zima się nie przelękła i sobie nie poszła.
Pomysłodawcą tej tzw. “parady pługopiaskarek” był sam prezydent Kropiwnicki. Mógł się poczuć jak dyktator dokonujący przeglądu sił zbrojnych (nota bene podobną musztrę urządził parę miesięcy później strażnikom miejskim). Przygotowanie uroczystej prezentacji sprzętu kosztowało 200 tysięcy złotych. Tyle zapłacili podatnicy, żeby mały człowiek mógł przez chwilę poczuć się wielki.
Kategorie: News, Odśnieżanie
Tagi: drogi, Kropiwnicki, MPO, parada, przetarg, zima
Marek Jurkiewicz, 2009-11-24
Historia ma swój początek latem ubiegłego roku. Wtedy to wyremontowano ulicę Narutowicza na odcinku od Uniwersyteckiej do Kopcińskiego. Remont zakończył się miłą niespodzianką - we wrześniu na wzdłużchodnicznych klepiskach pojawiła się od wielu lat w tej okolicy niewidziana trawa. Nie uznano jednak za celowe ogrodzenia trawników, w wyniku czego trawa już od pierwszej chwili po rozwinięciu z rolek (metoda ekspresowa - nie trzeba czekać, aż urośnie) była i jest systematycznie rozjeżdżana przez kierowców, odreagowujących w ten sposób swoje frustracje oraz niedobór miejsc parkingowych w mieście. Na odnowę trawników przeznaczono określoną, zapewne niemałą kwotę z pieniędzy podatników, a tymczasem okazało, że trawniki wracają do stanu sprzed remontu. I tak marnowane są środki przeznaczone na przywrócenie klepiskom funkcji trawnikowej.
Jeszcze we wrześniu ub.r. w sprawie trawników z Narutowicza postanowił interweniować Witold Kopeć, częsty użytkownik tej ulicy. Od wicedyrektora (późniejszego dyrektora) Zarządu Dróg i Transportu otrzymał odpowiedź, że że słupki tam co prawda postawione nie zostaną, bo “tworzenie lasu słupków byłoby technicznie i ekonomicznie nieuzasadnione i nieestetyczne”, ale za to “liczymy na kulturę kierowców i mieszkańców naszego miasta oraz oraz przestrzeganie przepisów prawa”. I w ten sposób skazano trawniki na dalsze rozjeżdżanie.
Wtedy to właśnie narodził się pomysł, by jeden z trawników, najbardziej upodobany przez buraków parkingowych, oznakować tablicą z cytatem z pisemnej odpowiedzi ZDiT. Witold i jego znajomi ufundowali tablicę, by przypominała kierowcom, że należy zachować kulturę (może chociaż jeden na tysiąc wziął to sobie do serca?), a przechodniom o tym, że jesteśmy w Polsce, kraju urzędniczych absurdów, gdzie najważniejsze jest, żeby odebrać inwestycję w terminie - najlepiej uroczyście, z przecięciem wstęgi w świetle fleszów - a to, co dalej się z nią dzieje, to już nieistotne.
Mija właśnie rok od postawienia tablicy. Ale samej tablicy już w tamtym miejscu nie ma. Nie przetrwała zbyt długo, po paru tygodniach została rozjechana razem z trawnikiem. Jak widać na załączonych zdjęciach, na kulturę kierowców liczyć nie można. Okoliczni mieszkańcy się jednak nie poddają i próbują ratować niektóre trawniki na własną rękę, wbijając kołki, kładąc kamienie i cegły, co nie zawsze wygląda estetycznie.
I nie rozwiązuje problemu, ale udało się trawę przynajmniej częściowo ocalić przed zniszczeniem. Udowodnili w ten sposób, że można sobie poradzić bez przetargów i ogromnych funduszy. Wymaga to jednak wysiłku i zaangażowania. Szkoda, że w tej i wielu podobnych sytuacjach zabrakło odrobiny dobrej woli ze strony urzędników. Mam nawet wrażenie, że dla osób reprezentujących ZDiT walka obywateli o uratowanie trawników jest w jakiś sposób niewygodna. Być może woleliby, żeby trawniki uległy całkowitemu zniszczeniu, żeby później rozpisać przetarg na położenie trawy od nowa?
Ulica Narutowicza to nie jedyny przypadek wyrzucenia pieniędzy podatników - dosłownie - w błoto. Przypomnę choćby ulicę Kamińskiego, gdzie roboty prowadzone przez Łódzką Spółkę Infrastrukturalną (a właściwie jej podwykonawcę) doprowadziły najpierw do zalania nowo położonych trawników (kosztowały 40 tys. zł), a następnie do ich rozjechania przez ciężkie maszyny. Bezmyślność polegająca na nieogradzaniu nowo posianej/zainstalowanej trawy jest nagminna (”ekonomicznie uzasadniona”?), a jedyną metodą podlewania trawników jest czekanie, aż spadnie deszcz. Jednocześnie nie dba się o to, by kierowcy mieli gdzie zaparkować. Od lat mówi się o parkingach wielopoziomowych, ale poza mówienie to jak na razie nie wykroczyło. Grupa radnych proponowała stworzenie podziemnego parkingu pod placem Dąbrowskiego (znajduje się tam m.in. sąd okręgowy i apelacyjny, Teatr Wielki oraz siedziba Mazowieckiej Spółki Gazownictwa, gdzie przyjeżdża wiele osób uregulować należności za gaz). Zamiast parkingu postawiono jednak kosztowną fontannę z melodyjką, bo zwolennikiem takiej koncepcji był mieszkający w pobliżu prezydent Jerzy Kropiwnicki. Miejmy jednak nadzieję, że z czasem zaczną powstawać inne parkingi niż te dziadowskie, powstałe w dziurach po wyburzonych kamienicach, czyli plastikowa budka + plastikowy szlaban + plastikowa sławojka + cieć-rencista. Ale nawet tworzenie parkingów nie rozwiąże problemu tych kierowców, którzy nawet mając do wyboru: wjechać na trawnik czy postawić samochód na parkingu i przejść 10 metrów, zawsze wybiorą ten pierwszy wariant. Trawniki muszą być po prostu przed takimi kierowcami zabezpieczane.
Kategorie: Absurdy, Zieleń
Tagi: Narutowicza, parkowanie, słupki, tablica, trawnik, ZDiT, ŁSI